Szablonowy wizerunek gracza MMO to pryszczaty nastolatek z lekką nadwagą zasiadający przed domowym pecetem. Nie ma przyjaciół ani znajomych, nie wychodzi na dwór i cztery ściany oraz matryca LCD stanowią cały jego świat. Wizja taka zdecydowanie nie pasuje do rynku z którego w zeszłym roku Activision-Blizzard wyciągnęło 2,6 miliardów dolarów. Według różnych szacunków firma ta ma około 50-60% udziałów w tym segmencie. Czyli można powiedzieć, że gry MMO to ponad 3 miliardy dolarów rocznie z samych subskrypcji!
W rzeczywistości zaledwie jedna czwarta graczy MMO to nastolatki. Średnia wieku to ponad 26 lat, a trzeba wiedzieć, że wiodące firmy jako grupę docelową obrały sobie trzydziestolatków. Niezależnych finansowo, mogących regularnie opłacać abonament, szukających oderwania od szarej codzienności. W związku z tym 50% graczy pracuje w pełnym zakresie godzinowym znajdując 22 godziny tygodniowo na ulubiony tytuł.
Kolejnym obalonym mitem jest wizerunek samotnego odludka z przetłuszczonymi włosami, który naciska nerwowo klawisze na swojej klawiaturze. 36% graczy jest w związkach małżeńskich, a 22% posiada potomstwo, które jak widać, wbrew poglądowej opinii nie przeszkadza w absorbującym hobby. Znajduje to poparcie w moich własnych doświadczeniach z wirtualnych światów, które zwykłem przemierzać wraz ze swą małżonką. Więcej jak 80% użytkowników MMO gra z kimś, kogo zna z „reala” (real life = życie poza grą). Nie wspominając ile wirtualnych znajomości jest potem przenoszonych do prawdziwego świata.
W grach MMO bardzo duży nacisk kładzie się na kooperację z innymi graczami, rywalizację z nimi czy tak zwany „social” czyli to czym są dla innych portale społecznościowe. Utrzymywanie kontaktów, pogaduszki, realne przyjaźnie zawiązywane poprzez wirtualną rzeczywistość. To kolejne narzędzie wykorzystywane przez wirtuozów marketingu do przywiązania nas z tytułem i wyciskania kolejnych złotówek za abonament. Wielu graczy doświadczyło takiego momentu w swojej karierze, kiedy gra sama w sobie nie sprawia już przyjemności ale dalej logujemy się do niej tylko po to, żeby nie zrywać kontaktu ze współgraczami.
Fakty, które przytoczyłem powyżej jasno wskazują w którą stronę będą kierować się liderzy rynku MMO. Można spodziewać się, że oczekiwane przez wszystkich F2P (free to play = granie bez abonamentu) w najbliższym czasie nie będzie dotyczyło kluczowych tytułów wydawanych przez zachodnich gigantów. Wyjątkiem będzie tutaj Guild Wars 2 od dawna zapowiadany jako gra bez comiesięcznej opłaty, co jednak nie wyklucza konieczności nabywania kolejnych dodatków, które zapewne będą pojawiały się dosyć często. Czytając część wypowiedzi na forach internetowych widać wręcz, że dojrzali gracze chcą płacić za granie jeśli tylko będzie to miało przełożenie na jakość obsługi oraz będzie stanowiło barierę wstępu dla tytułowych „pokemonów”.
Drugi aspekt to postępujące przywiązywanie graczy do społecznościowej strony gry. Ułatwienia i zachęty do organizowania się w klany/gildie/stowarzyszenia. Coraz większa integracja graczy i ułatwienie komunikacji między nimi. Tworzenie więzi przekładających się na świat realny po to, żeby pewnego dnia znudzony użytkownik stwierdził „nie mogę odejść, bo w tej grze są wszyscy moi przyjaciele!”... „I żona...”.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mmo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mmo. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 11 grudnia 2011
wtorek, 6 grudnia 2011
Nawet Chuck Norris gra w MMO
Według oficjalnych informacji podanych przez Blizzard Entertainment ich sztandarowy produkt – World of Warcraft stracił w przeciągu roku ponad milion aktywnych użytkowników. Zdaniem analityków odeszli głównie gracze z Chin. Nieoficjalnie podaje się wyższe liczby, pojawiają się nawet spekulacje, że ów milion dotyczy samego państwa środka nie licząc pozostałych regionów. Faktem jest, że w Chinach WoW działa na nieco innym modelu płatności niż w Europie czy USA. Ponieważ większość graczy korzysta tam z kafejek internetowych płacą za pomocą specjalnych kart czasowych.
Sytuację podsyca bardzo intensywna kampania promocyjna Star Warsa, gry typowanej na głównego konkurenta Warcrafta. Jak wspominałem w poprzednim poście, SWTOR ma już ponad milion sprzedanych preorderów w samych Stanach, z czego wielu graczy to aktualni klienci Blizzarda.
Nieco ciszej, pozostając w cieniu gigantów, Arena Net przygotowuje premierę Guild Wars 2. Grę, która może namieszać, szczególnie na rynku azjatyckim. Co ciekawe, oferuje ona model bez comiesięcznego abonamentu. Kupujesz grę, masz dostęp do oficjalnych serwerów. System mikropłatności, które rzekomo nie wpłyną na balans rozgrywki, pozwoli na zakup miłych dla oka dodatków.
Blizzard nie zasypuje gruszek w popiele i wytacza ciężką artylerię. W telewizji pojawiły się reklamy w których sam Chuck Norris zachęca do zakupu World of Warcraft. Miły jest fakt, że spot można obejrzeć nawet w polskiej telewizji i to na kilkudziesięciu kanałach, łącznie z TVN24 na którym dzisiaj miałem okazję go zobaczyć.
To nie jedyny oręż, który wystosowała amerykańska firma. 29-30 listopada na serwerach uruchomiony został patch 4.3, który wprowadza masę nowych atrakcji, łącznie z odmłodzonym festiwalem Darkmoon Faire, kilkoma instancjami oraz nowymi strefami raidowymi. Całkiem nowym rozwiązaniem jest tzw. Raid Finder, który pozwala graczom skorzystać z możliwości uczestniczenia w 25 osobowym raidzie z losowo dobranymi ludźmi z całego świata. Oczywiście pojawiły się nowe potężne przedmioty, możliwość zmiany wyglądu swojego oręża i nowi wrogowie do pokonania. Na jakiś czas wystarczy, ale czy na tyle długo, żeby gracze doczekali się nowego dodatku? Przypomnijmy, że dodatek „The Mist of Pandaria”, zapowiadany przez Blizzarda na czerwiec 2012 jest pierwszym, który wzbudził tak duże kontrowersje. Na międzynarodowym konwencie miłośników gier z tej stajni (Blizzcon) jeden z designerów musiał tłumaczyć się przed graczami z pomysłu na wdrożenie do gry tak odważnych rozwiązań. Fora internetowe wprost pękają od krytycznych wypowiedzi według których MoP wprowadzi do świata WoWa Kung Fu pandy oraz pokemony.
Jak jednak widać wielu wiernych fanów tej produkcji nie dało się zastraszyć. Wchodząc do miast świata Azeroth aż roi się od skrzydlatych pegazów, które otrzymali gratis użytkownicy, którzy wykupili roczny abonament. W ramach dodatkowego podarku otrzymali Diablo III, gdyby zmęczeni chcieli odpocząć od Pandarenów. Pomimo licznej krytyki trzeba przyznać, że podobna sytuacja była przed wprowadzeniem dodatku „The Burning Crusade”, który pozwolił na podróżowanie do innych wymiarów (Outlands) ale zarazem wniósł wiele świetnych rozwiązań w mechanice gry.
Jak zatem widzimy na rynku MMO zaczął się prawdziwy wyścig zbrojeń. Portale wręcz bombardują nas nowinkami od wszystkich trzech konkurentów, a na Youtube ciężko nie trafić na liczone już w tysiącach filmiki z gameplaya Star Wars the Old Republic czy nieco mniej liczne, acz nie mniej spektakularne animacje z demo Guild Wars 2.
Sytuację podsyca bardzo intensywna kampania promocyjna Star Warsa, gry typowanej na głównego konkurenta Warcrafta. Jak wspominałem w poprzednim poście, SWTOR ma już ponad milion sprzedanych preorderów w samych Stanach, z czego wielu graczy to aktualni klienci Blizzarda.
Nieco ciszej, pozostając w cieniu gigantów, Arena Net przygotowuje premierę Guild Wars 2. Grę, która może namieszać, szczególnie na rynku azjatyckim. Co ciekawe, oferuje ona model bez comiesięcznego abonamentu. Kupujesz grę, masz dostęp do oficjalnych serwerów. System mikropłatności, które rzekomo nie wpłyną na balans rozgrywki, pozwoli na zakup miłych dla oka dodatków.
Blizzard nie zasypuje gruszek w popiele i wytacza ciężką artylerię. W telewizji pojawiły się reklamy w których sam Chuck Norris zachęca do zakupu World of Warcraft. Miły jest fakt, że spot można obejrzeć nawet w polskiej telewizji i to na kilkudziesięciu kanałach, łącznie z TVN24 na którym dzisiaj miałem okazję go zobaczyć.
To nie jedyny oręż, który wystosowała amerykańska firma. 29-30 listopada na serwerach uruchomiony został patch 4.3, który wprowadza masę nowych atrakcji, łącznie z odmłodzonym festiwalem Darkmoon Faire, kilkoma instancjami oraz nowymi strefami raidowymi. Całkiem nowym rozwiązaniem jest tzw. Raid Finder, który pozwala graczom skorzystać z możliwości uczestniczenia w 25 osobowym raidzie z losowo dobranymi ludźmi z całego świata. Oczywiście pojawiły się nowe potężne przedmioty, możliwość zmiany wyglądu swojego oręża i nowi wrogowie do pokonania. Na jakiś czas wystarczy, ale czy na tyle długo, żeby gracze doczekali się nowego dodatku? Przypomnijmy, że dodatek „The Mist of Pandaria”, zapowiadany przez Blizzarda na czerwiec 2012 jest pierwszym, który wzbudził tak duże kontrowersje. Na międzynarodowym konwencie miłośników gier z tej stajni (Blizzcon) jeden z designerów musiał tłumaczyć się przed graczami z pomysłu na wdrożenie do gry tak odważnych rozwiązań. Fora internetowe wprost pękają od krytycznych wypowiedzi według których MoP wprowadzi do świata WoWa Kung Fu pandy oraz pokemony.
Jak jednak widać wielu wiernych fanów tej produkcji nie dało się zastraszyć. Wchodząc do miast świata Azeroth aż roi się od skrzydlatych pegazów, które otrzymali gratis użytkownicy, którzy wykupili roczny abonament. W ramach dodatkowego podarku otrzymali Diablo III, gdyby zmęczeni chcieli odpocząć od Pandarenów. Pomimo licznej krytyki trzeba przyznać, że podobna sytuacja była przed wprowadzeniem dodatku „The Burning Crusade”, który pozwolił na podróżowanie do innych wymiarów (Outlands) ale zarazem wniósł wiele świetnych rozwiązań w mechanice gry.
Jak zatem widzimy na rynku MMO zaczął się prawdziwy wyścig zbrojeń. Portale wręcz bombardują nas nowinkami od wszystkich trzech konkurentów, a na Youtube ciężko nie trafić na liczone już w tysiącach filmiki z gameplaya Star Wars the Old Republic czy nieco mniej liczne, acz nie mniej spektakularne animacje z demo Guild Wars 2.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
